Chciałbym dziś opowiedzieć o pewnym pruskim poruczniku artylerii, który dzięki swemu umysłowi stał się nie tylko wielkim przemysłowcem i milionerem, ale także dobroczyńcą tysięcy robotników, przyjacielem po ojcowsku traktującym swoich urzędników i założycielem niemieckiego Seraing. Gdy w 1842 roku obecny radca handlowy Kulmiz z Żarowa na Śląsku awansował na stopień porucznika artylerii, dobry duch podsunął mu myśl, że mógłby lepiej wykorzystać swój talent niż tylko w postaci obecności na paradach i ćwiczeniach. Pożegnał się więc z wojskiem, a skromny majątek zamienił na taczki, szpadle, łopaty i konie. W ten oto sposób rozpoczął prace ziemne w kilku częściach wrocławsko - świebodzkiej kolei. Taki był początek jego imponującej działalności przemysłowej, donosił w 1865 roku tygodnik „Gartenlaube”. Carl Friedrich Kulmiz urodził się 17.05.1809 roku w Jaworze. Jego ojciec był właścicielem folwarków w podjaworskich Ogonowicach i w samym Jaworze. Po śmierci swojej drugiej żony (matki Carla Friedricha), urodzonej po 1780 roku w Świdnicy Charlotty z domu Lindner (pierwsza żona umarła bardzo wcześnie), wyjechał na Węgry do syna z pierwszego małżeństwa, gdzie zmarł w 1849 roku. Przed śmiercią musiał sprzedać cały swój majątek, ponieważ Carl Friedrich, jego jedyny żyjący syn z drugiego małżeństwa, nie figurował już jako właściciel. Po ukończeniu legnickiej Akademii Rycerskiej młody Kulmiz wstąpił do 5. pułku artylerii polowej w Świdnicy, by poświęcić się karierze wojskowej. 27.01.1836 roku poślubił Marię Hübner (1818-1879) z Dzierżoniowa, córkę Ernsta Salomona Hübnera i Charlotte z domu Schiller. Jej rodzice byli zamożnymi kupcami działającymi w branży jubilerskiej. Maria urodziła siedmioro dzieci, z których troje zmarło krMarie von Kulmiz z domu Huebner (1818-1879)ótko po urodzeniu. W Carl Friedrich von Kulmiz (1809-1874)1842 roku porucznik Kulmiz zrezygnował ze służby wojskowej z powodu przekrwienia głowy spowodowanego, zdaniem lekarzy, noszonymi wtedy przez oficerów sztywnymi kołnierzykami. W tym samym roku założył firmę budowlaną i rozpoczął prace przy tworzeniu linii kolejowej Wrocław – Świebodzice, jako jeden z wielu przedsiębiorców, którzy dostrzegli swoją szansę w związku z rozpoczętą na początku lat 40. XIX wieku budową linii kolejowych na Śląsku. Poza 12 tysiącami talarów wniesionymi jako wiano przez moją matkę nie było żadnego innego majątku, a trzeba było zatroszczyć się o dzieci. Ojciec budował najpierw znaczną część trasy Jaworzyna Śląska – Wrocław i Jaworzyna Śląska – Świebodzice, a później także trasę Jaworzyna Śląska – Świdnica, Świdnica – Ząbkowice i Świebodzice – Wałbrzych. Ta ostatnia sprawiała spore trudności ze względu na liczne zakręty. Oba wielkie wiadukty pod Świdnicą, wytyczone na fortyfikacjach, są również dziełem mojego ojca. Sprawiały trudności ze względu na mokre podłoże, ale stoją do dziś. Uznanie i profity w wysokości 130 tysięcy talarów przyniosła mu też budowa wysokich nasypów kolejowych pod Frankfurtem nad Odrą. Doceniono jakość, a zwłaszcza terminowość wykonania prac, gdyż trasą tą miał wkrótce przejeżdżać car, wspominał najmłodszy z synów Carla Friedricha, Eugen. Podczas pozyskiwania piasku i żwiru niezbędnego przy budowie nasypów kolejowych Kulmiz odkrył w najbliższej okolicy Żarowa złoża kaolinu, węgla brunatnego i pirytu. Znajdowały się one po obu stronach drogi do Łażan, pomiędzy powstałym w latach 50. XIX wieku zamkiem i nieistniejącymi już zakładami chemicznymi Silesia, a także na ich terenie. Natychmiast wykorzystał te odkrycia, uruchamiając jeszcze w 1842 roku produkcję cegieł, dachówek i kafli, a od 1850 roku produkcję cegieł szamotowych. W tym samym okresie założył odlewnię żeliwa, w której przetapiano okoliczny złom, i niewielką hutę szkła, gdzie wytwarzano głównie butelki, ale także, na przykład, ozdobne żyrandole. Jako jeden z pierwszych zastosował w niej opalanie gazowe. Powstała w 1858 roku Silesia należała do największych zakładów chemicznych na Śląsku i znana była w całych Niemczech. Jednocześnie, przy kilkudziesięciu nowo powstałych stacjach kolejowych, od Żarowa, Kątów Wrocławskich i Świdnicy począwszy, na Jeleniej Górze, Zgorzelcu, Wrocławiu i Berlinie skończywszy, stworzył Kulmiz imponującą sieć handlową. W 30 oddziałach zatrudnionych było około 500 urzędników i robotników, a sprzedawano w nich, oprócz towarów pochodzących z własnych fabryk, również węgiel z kopalń wałbrzyskich, drewno i materiały budowlane. Charakterystyczna dla Kulmiza była wielostronność jego przedsięwzięć. Sukces odniesiony w jednej dziedzinie skutkował inwestycjami w innej. Swoją działalność rozpoczynał bez znaczących środków finansowych, bez technicznego czy kupieckiego wykształcenia, ale w zaufaniu do swych niezwykłych praktycznych zdolności i umiejętności wyniesionych z wojska. Cały czas miał otwarte oczy na rosnące potrzeby szybko zmieniającego się rynku. Trafnymi decyzjami pozyskiwał dla gospodarki nowe surowce, wykorzystując do swych celów zdobycze nauki i techniki. Impulsu do działań szukał i znajdował w licznych kontaktach z uczonymi. Należeli do nich: chemik Bunsen, geolog Römer, botanik Göppert, starosta górniczy Carnall czy profesorowie Schwartz i Löwig. Nie wszystkie przedsięwzięcia Kulmiza kończyły się sukcesem. Nieudane były, na przykład, inwestycje w podwrocławskie cukrownie w Swojczycach, Łanach i Trestnie. Mało rentowne okazało się wydobycie granitu w okolicach Strzegomia. Również żarowski węgiel brunatny nie wytrzymał konkurencji z węglem kamiennym z Wałbrzycha. Kulmiz zaczął więc handlować tym ostatnim, stając się w latach 50. XIX wieku największym jego dystrybutorem, a na  początku lat 70. właścicielem kopalń Melchior i Segen Gottes w zagłębiu wałbrzyskim. Węgiel z Żarowa był jeszcze „młody”, nieraz wydobywano korzenie, które wysyłano do ogrodu botanicznego we Wrocławiu. Z jednej takiej sztuki drewna wykonano na życzenie księcia Fryderyka Wilhelma, późniejszego cesarza Fryderyka III, stolik do szycia jako prezent ślubny dla księżniczki Wiktorii, który, oczywiście, mój ojciec kazał wręczyć jako podarek. Dziesięć lat po rozpoczęciu działalności gospodarczej Kulmiz wraz z rodziną zamieszkał na pierwszym piętrze najstarszej, północnej części nowo wybudowanego imponującego zamku w Żarowie. Reprezentacyjna jego część nawiązuje swą architekturą do gotyckich zamków angielskich. Jednym z pierwszych lokatorów obiektu był Julius Klamt, wypróbowany przyjaciel Kulmiza, który przepracował w jego fabrykach 50 lat. W sąsiedztwie zamku powstał okazały park z bogatym drzewostanem o powierzchni prawie 5 hektarów, od początku udostępniony wszystkich mieszkańcom. Jeszcze dzisiaj można w nim zobaczyć egzotyczne cypryśniki błotne, tulipanowce amerykańskie czy jodły greckie, by wymienić kilka spośród ponad 50 gatunków drzew i krzewów, w tym ponad 20 o statusie pomników przyrody. Zarówno zamek z parkiem, jak i okoliczne wille dla kadry kierowniczej fabryk Kulmiza oraz huty szkła Ida i żelaza Maria, powstały na terenie osiedla Ida und Marienhütte będącego aż do 1939 roku formalnie częścią Łażan. Nie wiadomo czy tereny łażańskie położone na prawym brzegu Strzegomki kupił Kulmiz od hrabiego von Burghaussa z Łażan, czy też od chłopów łażańskich i żarowskich (w latach 40. i 50. XIX wieku w dobrach Burghaussów zostały przeprowadzone reformy uwłaszczeniowe). W 1867 roku Carl Friedrich Kulmiz otrzymał za swe zasługi na niwie gospodarczej i społecznej tytuł szlachecki. Z zachowanej korespondencji wynika, że wahał się z przyjęciem propozycji jednego ze swych przyjaciół, który zaoferował wystąpienie do króla o jego nadanie, obawiając się reakcji przyjaciół stanu mieszczańskiego. W zbiorach rodziny von Kulmiz zachował się jego list do nieznanego adresata. Carl Friedrich pisze w nim między innymi: Pewien wysoko postawiony dobroczyńca, pozostający w dobrych stosunkach z królem, powiedział mi kiedyś: proszę pozwolić nadać sobie tytuł szlachecki, to pomoże kiedyś pańskim dzieciom. Teraz wygląda to tak, jakby Kramsta, Ruffer czy inni mieli większe zasługi niż Pan. To kosztuje tylko wniosek do Jego Królewskiej Mości, a o resztę ja się zatroszczę. Zawsze odpowiadałem wtedy, że takiego wniosku nie mógłbym złożyć, ponieważ zraniłbym moich przyjaciół stanu mieszczańskiego. Na pytanie, czy przyjąłbym szlachectwo bez wspomnianego wniosku, nie mogłem odpowiedzieć „nie”, mając na uwadze, że gdyby moja córka chciała się połączyć z inteligentnym i zacnym synem moich przyjaciół stanu szlacheckiego, a mój syn z pełną zalet umysłu i ducha córką innych przyjaciół stanu szlacheckiego, pożądane by było tzw. równe urodzenie. Jest mi też wiadomo, że dobra szlacheckie w Mrowinach, Imbramowicach i Tarnawie otaczające moje tutejsze fabryki powinny przejść w szlacheckie posiadanie. Ale przez to zobowiązuję moich potomków, by pamiętali o swoim pochodzeniu i nigdy w żaden sposób się nie wywyższali, lecz wszystkich traktowali jako równoprawnych bliźnich. Herb został przeze mnie wybrany umyślnie: miecz pomiędzy skrzydłami orła wskazuje na początki mojej kariery żołnierskiej, ale złoty gryf na tarczy, żeby w mojej rodzinie do najpóźniejszych czasów było zachowane w pamięci, że to najwyższe królewskie wywyższenie otrzymałem tylko dzięki swej inteligencji. Dla podzielonej na równe części tarczy herbowej wybrałem dwa kolory: niebieski i biały. Niebieskim, kolorem wierności, chcę wskazać moim potomkom, co winni są swemu królowi. Białym, kolorem niewinności, wskazuję na czystość obyczajów, która powinna budować szczęście rodziny. Napis na tarczy herbowej „Z Bogiem” wypływa z wdzięczności serca. Wszystkie moje przedsięwzięcia zostały doprowadzone do szczęśliwego zakończenia dzięki Łasce Najwyższego. Rok później Kulmiz nabył duże obszary ziemskie w okolicach wsi Mrowiny, Imbramowice i Zastruże oraz, za 650 tysięcy talarów, pałac w Mrowinach. W części żarowskiego zamku urządzono wtedy biura Silesii. Ogromny pożar, który wybuchł w Żarowie w grudniu 1870 roku, stał się paradoksalnie nowym początkiem miejscowości, w której 30 lat wcześniej mieszkało niespełna 200 osób i nie było ani sklepu, ani szkoły, ani kościoła. Dla kadry kierowniczej i robotników miejscowych fabryk rozpoczęto budowę willi i wielorodzinnych domów czynszowych, które stoją do dnia dzisiejszego. W 1871 roku liczba mieszkańców Żarowa wzrosła do 900, by po kolejnych 15 latach osiągnąć liczbę 1 500 osób. Carl Friedrich von Kulmiz zmarł 25.04.1874 roku w wieku 65 lat. Był żarliwym patriotą, prawym, prostolinijnym, otwartym człowiekiem. Rozważny, praktyczny w wyborze i energiczny w realizacji swych przedsięwzięć. We wszystkich okresach swojego życia wrażliwy na cierpienia innych, nigdy nie pozostawił drugiego człowieka bez pomocy. Ale ten, kto mógł pracować, musiał to czynić ze wszystkich sił, jeśli chciał otrzymać wsparcie. Dla swoich pracowników był dobrym, życzliwym szefem, nikt spośród nich nie cierpiał biedy, a talent, doświadczenie i wykształcenie bardzo szybko zapewniały wystarczające do utrzymania miejsce pracy. Jego gościnność była nieograniczona, niestrudzenie działał jako patron kościoła i szkoły, napisano w nekrologu pośmiertnym w „Breslauer Zeitung”. Zgodnie ze swoją wolą pochowany został w rodzinnym grobowcu w parku w Żarowie (podobnie jak zmarła 5 lat później na atak serca jego żona).

* * *

Najstarszym z dzieci Carla Friedricha i Marii był Paul. Urodził się w 1836 roku w Świdnicy. Uczęszczał do tamtejszego gimnazjum ewangelickiego, następnie studiował nauki przyrodnicze na Uniwersytecie we Wrocławiu. Uzyskał tytuł doktora filozofii. Po otrzymaniu dyplomu pracował w przedsiębiorstwach ojca. W 1871 roku ożenił się z Elisabeth von Poser und Groß-Nädlitz. Po śmierci ojca w 1874 roku przejął kierowanie fabrykami, między innymi został przewodniczącym rady nadzorczej Silesii. Był właścicielem odziedziczonych majątków w Mrowinach i Imbramowicach. W latach 1881, 1884 i 1887 wybierano go do Reichstagu, posłem pozostawał do 1890 roku. Zmarł na udar mózgu w 1895 roku w Miłkowie koło Podgórzyna w Karkonoszach, nie pozostawiając po sobie potomstwa. Jego żona zmarła w 1914 roku, również w Miłkowie. W 1839 roku urodził się Max, a dwa lata później Adele. Oboje zmarli w 1846 roku w wieku siedmiu i pięciu lat, a kolejny syn – Georg – wkrótce po urodzeniu w 1843 roku. W 1844 roku w Świdnicy przyszła na świat Helene. W 1872 roku wyszła za mąż za barona Hansa von Zedlitz und Leipe, właściciela majątków w Bagieńcu i Wiśniowej, starostę świdnickiego, emerytowanego kapitana, kawalera Orderu Joannitów. Zmarła w 1900 roku w Wiśniowej (jej mąż rok wcześniej). Małżonkowie pozostawili po sobie sześcioro dzieci, z których każde odziedziczyło majątek w wysokości około 1 500 000 marek. W 1848 roku w Świdnicy urodził się Rudolf. Był porucznikiem kawalerii, właścicielem majątku w Dobrzeniu koło Oleśnicy, a po śmieci najstarszego brata również w Mrowinach i Imbramowicach. W 1877 roku ożenił się z Kathariną von Rosenberg-Lipinsky. Zmarł bezpotomnie w 1905 roku w Dobrzeniu, gdzie do śmierci w 1933 roku mieszkała wdowa po nim, chociaż dobra te, podobnie jak inne posiadłości Rudolfa, stały się po jego zgonie własnością najmłodszego i jedynego żyjącego syna Carla Friedricha von Kulmiza – Eugena. Przedwczesna śmierć obu braci spowodowała więc, że na początku XX wieku ogromny majątek rodziny von Kulmiz trafił do rąk jednego człowieka – Eugena von Kulmiza. Mój dziadek Eugen von Kulmiz urodził się 5 czerwca 1850 roku w Świdnicy, pisała Ruth von Seydlitz-Kurzbach, córka Hildegardy i Friedricha von Winterfeld. Był panem na Mrowinach, Imbramowicach, Górce koło Sobótki, Krukowie, Zastrużu, Dobrzeniu, właścicielem Ida und Marienhütte w Żarowie, bardzo bogatym człowiekiem. Codziennie rano jechał końmi z Mrowin do pracy do Żarowa. Przed wielkim otynkowanym na żółto zamkiem był duży, połyskujący zielenią staw, w którym odbijał się zamek. Kamienny most nakrywał staw niemal na środku i można było doskonale widzieć z zamku powóz dziadka. Opapa, bo tak nazywaliśmy dziadka, był dla swych licznych wnucząt zawsze bardzo miły i dobrotliwy, zawsze znalazł czas, żeby nas zabrać na spacer i odpowiadać na wszystkie nasze pytania, i opowiadać, najczęściej o naszej pięknej pagórkowatej okolicy. Najbardziej byłam zdziwiona, gdy kiedyś powiedział mi, że spośród wszystkich kwiatów najbardziej lubi bławatki, chwasty porastające jego ogromne pola. Popołudniami, my wnuki, robiliśmy dla dziadka, na zmianę, „prawdziwy” majonez do zielonej sałaty... . Po ukończeniu szkoły służył w stopniu porucznika w armii pruskiej. Brał udział w wojnie prusko-francuskiej 1870-71. Następnie pracował w firmie ojca. W 1881 roku poślubił Annę Marię von Moltke z Krzyżowej. Omama, moja babcia, Anna Maria Petrea von Moltke, była ukochaną bratanicą feldmarszałka, który często ją odwiedzał w Żarowie lub w Mrowinach. W młodości była podobno bardzo ładna i miała zostać damą dworu ostatniej cesarzowej, ale krótko wcześniej wyszła za mąż. W odróżnieniu od babci Winterfeld, Omama była bardzo surowa. Kiedyś dostałam na urodziny książkę. Zaszyłam się z nią w mojej kryjówce. Babcia mnie odszukała i powiedziała mi: nie po to człowiek przychodzi na świat, żeby czytać w samotności. Musiałam cały dzień spędzić z urodzinowym towarzystwem, na co nie miałam najmniejszej ochoty. Omama zmarła na raka, gdy miałam 14 lat. Bardzo ją opłakiwałam i długo nosiłam czarną sukienkę. Według wydanego w 1913 roku rocznika milionerów na Śląsku majątek Eugena von Kulmiza szacowano około 1910 roku na 33 000 000 marek. Był on właścicielem obszarów ziemskich w Mrowinach (632 ha), Imbramowicach (576 ha), Górce koło Sobótki (267 ha), Krukowie (328 ha), Tarnawie (133 ha), Zastrużu (202 ha) oraz w Dobrzeniu w powiecie oleśnickim (545 ha) i w Kopcu w powiecie trzebnickim (190 ha). Ogółem – około 2 870 hektarów wycenionych na 7 000 000 marek. Wartość akcji Fabryki Cegieł Szamotowych w Żarowie, Zakładów Chemicznych Silesia S.A. z siedzibą w Żarowie oraz założonej w 1896 roku przez Rudolfa i Eugena von Kulmizów spółki Kulmiz GmbH wynosiła w 1910 roku 1Marie von Kulmiz z domu von Moltke (1854-1924)2 000 000 marek. Eugen von Kulmiz (1850-1925)Natomiast trzy spółki górnicze będące własnością Eugena von Kulmiza: Seegen-Gottes-Grube (po wojnie Chwalibóg w Wałbrzychu - Starym Zdroju), Cäsar-Grube (po wojnie Teresa w wałbrzyskiej dzielnicy Rusinowa) oraz von Kulmiz (wcześniej Melchior, po wojnie Mieszko w Wałbrzychu-Podgórzu) szacowano na 13 000 000 marek. Na początku XX wieku zatrudniały one 2 800 osób, a dzienne wydobycie węgla wynosiło 2 070 ton. W 1921 roku Eugen von Kulmiz sprzedał kopalnię Cäsar-Grube księciu Hochbergowi z Książa, a rok później kopalnię Seegen-Gottes-Grube koncernowi Scheringa z Berlina. W 1928 roku obie kopalnie przeszły na własność spółki akcyjnej Niederschlesische Bergbau A. G., podobnie jak kopalnia von Kulmiz. Autor cytowanego rocznika milionerów na Śląsku zwrócił też uwagę na wynoszące 500 000 marek apanaże, jakie E. von Kulmiz wypłacał wychodzącym za mąż córkom, a w latach 1900-1908 uroczystości weselne u Kulmizów odbywały się czterokrotnie. Jako kawaler Orderu Joannitów E. von Kulmiz sprawował patronat nad szpitalem Joannitów w Żarowie ufundowanym w 1870 roku przez jego ojca i hrabiego von Burghaussa z Łażan – członka Zboru Ewangelickiego i Rady Powiatu Świdnickiego. Obok wielu wyróżnień otrzymał również Order Wilhelma przyznany za działalność charytatywną i społeczną. Mówiono w Żarowie, że na rondzie jego kapelusza zrobiła się dziura, ponieważ zawsze próbował jako pierwszy ukłonić się czy to dyrektorowi, czy robotnikowi. O charytatywnej działalności rodziny von Kulmiz pisał, między innymi, wspomniany już tygodnik „Gartenlaube”. Kulmizowie wybudowali w Żarowie gazownię, wodociągi, współfinansowali budowę szpitala. Dla robotników swoich fabryk wznosili tanie mieszkania czynszowe. Będąc ewangelikami, sprawowali patronat nad kościołem w Mrowinach, w Żarowie wybudowali w 1913 roku ewangelicki dom modlitw nazwany na cześć Marii - Marienhaus. Trzy lata wcześniej przyczynili się również do postawienia kościoła katolickiego, co podkreślał ksiądz Hermann Klimke, budowniczy świątyni. Prowadzili ponadto systematyczną pomoc skierowaną do najbiedniejszych mieszkańców Żarowa w postaci: darmowych zup dla najuboższych, corocznej gwiazdki dla dzieci z biednych rodzin w żarowskim zamku czy wreszcie utrzymywania szkoły gotowania dla dziewcząt. W 1924 roku Eugen von Kulmiz sporządził ostateczną wersję testamentu, na mocy którego 2/3 majątku (gotówka, akcje, udziały) zapisano trzem synom. Przejęli oni ponadto posiadłości ziemskie: najstarszy Carl Adolf otrzymał Mrowiny, Imbramowice i Kalno; Paul Helmut majątki w Dobrzeniu i w Kopcu, a Pałac w Mrowinachnajmłodszy Gerhard – Zastruże i Kruków w ówczesnym powiecie strzegomskim oraz Górkę koło Sobótki. Odziedziczyli oni również rodzinną spółkę Kulmiz GmbH. W swym testamencie E. von Kulmiz apelował do swych synów, by nigdy nie dopuścili do przejęcia spółki przez kogokolwiek spoza rodziny. Pozostałą część majątku podzielono pomiędzy cztery żyjące córki i dwoje dzieci zmarłej Charlotte. Eugen von Kulmiz zmarł w 1925 roku na atak serca. Podobnie jak zmarła rok wcześniej żona, został pochowany w rodzinnym mauzoleum w Mrowinach. Najtrafniej jego życie i postępowanie ilustruje zdanie wygłoszone podczas uroczystości pogrzebowej przez pastora: Żył według zasady – kto ma dużo, od tego należy dużo żądać, a wszystko co mamy i czym jesteśmy, jest zobowiązaniem do służby Bogu i społeczeństwu. Do śmierci dziadków spędzaliśmy w Mrowinach wiele czasu podczas wakacji i na Boże Narodzenie. Dobrych manier przy stole uczyła nas babcia. Mówić wolno było tylko, gdy zadano nam pytanie. A posiłki trwały do dwóch godzin. Czasami tylko usłyszałyśmy: dzieci mogą wstać. Należało wtedy pożegnać się z każdym z osobna, z kobietami poprzez pocałunek w policzek i (lub) w rękę, a z mężczyznami przez pocałunek w policzek lub ukłon. Omama z szykiem i wdziękiem dyrygowała całym domostwem. Ważną rolę spełniali w naszej rodzinie służące i służący, pomimo staroświeckich form, np. „czy Jaśnie Pani ma jeszcze jakieś życzenie? Nie, dziękuję. Życzę więc uniżenie dobrej nocy”. Od starego służącego nauczyłam się czyścić srebrną zastawę i buty. Te ostatnie przy pomocy śliny. Przy śmiertelnie chorej pokojówce babcia spędziła całą noc, aż do pełnego bólu końca. Oboje mieli ośmioro dzieci, najpierw cztery córki, później trzech synów, a potem jeszcze jedną córkę. Wszyscy założyli swoje rodziny. Na pogrzebie dziadków (babcia zmarła rok wcześniej) było ponad 20 wnucząt. Często spotykaliśmy się w Mrowinach i trzymaliśmy się razem. Dopiero II wojna światowa i podział Niemiec spowodowały rozluźnienie tych więzi.

* * *

Pierwszym dzieckiem Eugena i Marii była Margarete (1881-1972). W 1902 roku wyszła za mąż za oficera i właściciela majątku w Stróży Dolnej w powiecie wrocławskim Friedricha von Ploetz. Brał on udział w pierwszej wojnie światowej, dostał się do niewoli rosyjskiej. Uciekł przez Chiny do Niemiec. Zmarł w maju 1939 roku. Małżonkowie mieli dwie córki: Edith i Marie-Luise oraz syna Joachima, który zginął w lutym 1944 roku na froncie wschodnim. Po wojnie Margarete mieszkała koło Karlsruhe. Po dwóch latach urodziła się Annemarie (1883-1969). Pierwszym jej mężem był właściciel Turawy w województwie opolskim, wieloletni deputowany do Landtagu, hrabia Hubertus von Garnier-Turawa. Małżonkowie mieli trzech synów i córkę. Urodzony w 1906 roku Detlev, z Rodzina von Kulmiz przed pałacem w Mrowinachzawodu adwokat, zginął w 1944 roku na froncie wschodnim. W 1913 roku, na prośbę Annemarie, małżonkowie rozwiedli się. Rok później Annemarie wyszła za mąż za berlińskiego adwokata Ernsta Ahlemanna. Z tego związku pochodził syn Bernd, który ożenił się z córką Hubertusa von Garnier-Turawa z jego drugiego małżeństwa z hrabiną Heleną Bethusy-Huc. Do śmierci w 1969 roku Annemarie mieszkała kolo Heidelbergu. Moja mama Hildegarde była trzecią córką babci i dziadka. Czwarta córka, Charlotte, była tylko o 11 miesięcy młodsza, dlatego dużo czasu spędzały razem i czuły się jak bliźniaczki. Razem się uczyły, świetnie mówiły po francusku, grały na pianinie, uprawiały sport. Mama świetnie jeździła konno, brała też udział w wielu turniejach tenisowych. Z powodu takiego turnieju trzeba było przesunąć nawet jej zaręczyny. Ku zmartwieniu mamy, Charlotte wcześnie wyszła za mąż i wyjechała za granicę (zmarła na gruźlicę w wieku 33 lat w Japonii). Mama otrzymywała sporo propozycji małżeńskich, ale odrzucała je. Nie była zbyt ładna, dlatego obawiała się, że kandydatom chodzi o pieniądze, gdyż każda z córek Kulmiza otrzymywała, oprócz posagu, pół miliona. Mój tato został przyjęty dopiero za drugim razem. Mama poznała go u prezydenta Wrocławia, gdzie mój ojciec pracował jako asesor. W 1908 roku Hildegarde (1884-1980) wyszła za mąż za starostę, doktora prawa Friedricha von Winterfelda, właściciela majątku w Brandenburgii. Przez wiele lat była przewodniczącą Stowarzyszenia Pomocy Kobietom w Brandenburgii. W czasie I wojny światowej organizowała liczne zbiórki funduszy dla rannych żołnierzy. Małżonkowie mieli dwóch synów i córkę Ruth. Jeden z synów poległ w czasie II wojny światowej, podobnie jak mąż córki. Drugi był kapelmistrzem i dyrektorem orkiestry. Po wojnie Winterfeldowie zostali wywłaszczeni przez władze NRD. Po śmierci męża w 1949 roku Hildegarde wyprowadziła się do Berlina. Córka, Ruth von Seydlitz-Kurzbach, autorka cytowanych wspomnień, pozostała w Stralsundzie na Pomorzu do śmierci w wieku 101 lat w 2010 roku. Charlotte (1885-1918), która w 1906 roku wyszła za mąż za dyplomatę Theodora von Lieres und Wilkau, zmarła na gruźlicę w wieku 33 lat podczas pobytu w Japonii. Pochowana została w Szczepanowie w powiecie świdnickim. Małżonkowie mieli syna Otto Gottfrieda i córkę Anne-Marie, która wyszła za mąż za Viktora von Websky’ego. Dwa lata po śmierci Charlotte jej były mąż ożenił się z księżną Kathariną-Margarete von Schönaich-Carolath. Mieli jednego syna, który zginął podczas II wojny światowej.
Carl Adolf (1886-1950) był piątym dzieckiem i pierwszym synem Eugena i Marii. Dzieciństwo spędził w domu rodzinnym. Po ukończeniu szkoły i praktyki agronomicznej wstąpił do 1. pułku kirasjerów we Wrocławiu. W 1914 roku ożenił się z hrabiną Marią von Bethusy-Huc z Bąkowa koło Kluczborka. Małżonkowie mieli czworo dzieci: jednego syna Carla Heinricha i trzy córki: Astrid, Brigitte i Erike. Podczas I wojny światowej został ciężko ranny w Rosji. Do śmieci ojca zarządzał posiadłością w Górce koło Sobótki. W 1925 roku odziedziczył majątki w Mrowinach, Imbramowicach i w Tarnawie. Rok później małżonkowie zamieszkali w pałacu w Mrowinach. Carl Adolf objął patronat nad kościołem ewangelickim w Mrowinach i jako kawaler Orderu Joannitów –  nad szpitalem Joannitów w Żarowie. Maria aktywnie działała w ewangelickim Stowarzyszeniu Pomocy Kobietom. Podczas II wojny światowej Carl Adolf służył we Francji, a później w kraju w oddziałach Volkssturmu, gdzie pracował przy budowaniu okopów w ramach „Linii Bartholda”. Po wojnie osiedlili się w Turyngii, by po trzech latach przeprowadzić się do Bawarii. W 1949 roku Carl Adolf doczekał się powrotu syna Carla-Eugena z niewoli sowieckiej. Rok później zmarł. Maria, do śmierci w 1985 roku, zamieszkiwała z synem w Spardorf koło Erlangen, gdzie Carl-Eugen był konstruktorem w miejscowych zakładach Siemensa. Ożenił się z urodzoną we Wrocławiu Ingeborg von Debschitz. Małżonkowie mieli czworo dzieci, które rodziły się w latach 50. i 60. XX wieku. Obecnie mieszkają w Niemczech. W 1887 roku przyszedł na świat Paul-Helmut (1887-1932). Studiował nauki polityczne. Brał udział w I wojnie światowej w stopniu porucznika. Został ciężko ranny i przybył na rehabilitację do lazaretu, który jego ojciec zorganizował w żarowskim zamku. Pracowały tam jako wolontariuszki, między innymi, młodsza siostra Paula-Helmuta – Erika i hrabina Maria-Elise zu Stolberg-Wernigerode. Paul-Helmut zakochał się w tej drugiej i w 1917 roku poślubił ją. Mieli dwóch synów i dwie córki. Młodszy syn zmarł w wieku dziecięcym. Paul-Helmut był dziedzicem posiadłości w Dobrzeniu i Kopcu zakupionych przez jego ojca Eugena  jeszcze w latach 90. dla swego brata Rudolfa. Ponieważ wdowa po Rudolfie, Katharina z domu Rosenberg-Lipinsky, miała prawo dożywotniego użytkowania majątków, a zmarła później niż Paul-Helmut, mieszkał on z rodziną na zamku w Żarowie. Nigdy nie doszedł do pełni sił po ranach wyniesionych z wojny i zmarł w 1932 roku w wieku 45 lat. Rok później umarła Katharina (wdowa po Rudolfie) i Marie-Elise przeprowadziła się razem z dziećmi do Dobrzenia. W 1934 roku ponownie wyszła za mąż za swego kuzyna hrabiego Bolka zu Stolberg-Wernigerode, właściciela Diersdorf w Dolnej Nadrenii. Zmarła w 1973 roku w Monachium. W 1939 roku 20-letni syn Paula-Helmuta, Leonhard, został wysłany na front. W 1943 roku dostał się do niewoli sowieckiej, z której powrócił ze względu na obłożną chorobę już w 1945 roku. Kilka miesięcy później ożenił się ze swą szwagierką Evą Mink z Poczdamu (w 1943 roku siostra Leonharda wyszła za mąż za brata Evy, Horsta Minka), by wkrótce potem wyjechać na stałe do Kanady. Eva zmarła w Toronto w 1993 roku. Małżonkowie doczekali się dwóch synów. Paul jest z zawodu psychologiem, zaś zmarły kilka lat temu Lothar był urzędnikiem i miał troje dzieci żyjących obecnie w Kanadzie. Druga z córek Paula-Helmuta, Luitgarda (urodzona w 1924 roku), wyszła za mąż za adwokata Siegfrieda von la Chevallerie. Mieszkają w zachodnich Niemczech. W ostatnich latach wraz z bratem Leonhardem, jego synem Paulem i wnuczką Nicole kilkakrotnie odwiedziła Żarów, Mrowiny i Sobótkę Górkę. Gerhard (1889-1936) był trzecim i najmłodszym synem Eugena i Marii. Odziedziczył majątki w Zastrużu koło Żarowa i w Górce koło Sobótki. W latach 20. XX wieku sprzedał posiadłość w Zastrużu i zamieszkał w Górce razem z poślubioną w 1920 roku hrabiną Christine zu Stolberg-Wernigerode, siostrą Marie-Elise. Christine, pielęgniarka, pracowała w swoim zawodzie do czasu zamążpójścia. Jej pasją było badanie dziejów rodzin, w tym również familii von Kulmiz. Gerhard w wieku 11 lat spadł z drugiego piętra na kamienną posadzkę, przez co całe życie cierpiał z bólu. Pomimo to brał udział w I wojnie światowej we Francji i Belgii, gdzie został ciężko ranny w głowę. Zmarł w 1936 roku w wieku 47 lat w Górce koło Sobótki. Pozostawił żonę i troje dzieci. Po jego śmierci Christine wynajęła mieszkanie we Wrocławiu. Zamieszkiwała tu wraz z dziećmi do wiosny 1945 roku, kiedy to uciekła przed Rosjanami do Westfalii w zachodnich Niemczech, gdzie też żyła do śmierci w 1983 roku. Córka Gerharda i Christine, Marie-Christine, urodzona w 1921 roku w Zastrużu, studiowała we Wrocławiu filologię germańską. W 1945 roku przedostała się na Zachód. Pierwszy z synów, Friedrich-Karl, poległ w 1943 roku w Rosji w wieku 21 lat. Drugi, Hans-Peter, z zawodu handlowiec, powrócił chory z niewoli w Belgii i wcześnie przeszedł na rentę. W 1967 roku ożenił się z Urszulą Koch z Saksonii. Małżeństwo pozostało bezdzietne. Erika (1893-1958) była najmłodszym dzieckiem Eugena i Marii. W 1923 roku wyszła za mąż za pastora ewangelickiego Georga Kliescha. Małżonkowie mieszkali w Szklarskiej Porębie, a po wojnie w Herzogenrath. Mieli dwóch synów i córkę.

* * *

W niedzielę 11.02.1945 roku Maria von Kulmiz opuściła Mrowiny. O dwunastej w południe nadszedł pierwszy rozkaz: do godziny czternastej musimy opuścić Mrowiny. Krótko potem z dominium wyjechały traktory z ludźmi z majątku, w tym kobiety z małymi dziećmi. Po kilku dniach do kolumny zmierzającej do Turyngii dołączył Carl Adolf, ostatni żyjący syn Eugena von Kulmiza. Marię odnalazł w Mieroszowie.

Zakończył się stuletni pobyt rodziny Kulmizów na Ziemi Żarowskiej.

 Zbigniew Malicki

* Tekst z przypisami został opublikowany w "Roczniku Świdnickim 2013", t. 41.